MEDYTUJĄCY UMYSŁ  1 

Drukpa Polska Druk Jesze Dordże




Autobiografia

Moim ojcem jest Mistrz Dzogczen Zhichen Bairochana na codzień nazywany Bairo Rinpocze.


Moją matką, Kelsang Yudron, zwana Mayumlą.


Urodziłem się w świętym miejscu Guru Padmasambhawy, zwanym Tso Pema (Rewalsar) , kiedy moi rodzice byli na pielgrzymce w Indiach. Moment narodzin nastąpił podczas głównej ceremonii tańca lamów i świętej uczty - ganaczakra - na cześć urodzin Guru Padmasambhawy, prowadzonej przez nieżyjącego już Jego Świątobliwość Dudjom Yeshe Dorje, który był urzeczywistnionym wielkim Mistrzem naszych czasów. Szkoda, że w pełni nie mogę wrócić pamięcią do momentu moich urodzin. Zgodnie z opowieściami, które znam od innych, był to jeden z rzadkich, wspaniałych, niezapomnianych i cennych dni, których spodziewać się można tylko raz na jakiś czas. Była tam obecna większość wielkich, zrealizowanych Mistrzów Dzogczen, którzy niedawno opuścili Tybet. Ucztowali oni urodziny Guru Padmasambhawy świętymi tańcami lamów oraz ludowymi tańcami wykonywanymi przez młode dziewczęta i chłopców ubranych w przeróżne kolorowe kostiumy. To wszystko towarzyszyło przeogromnej ganaczakrze - z tysiącami wiernych i pielgrzymów z okolic całych Himalajów. Jestem, dumny, że dzięki moim kochanym rodzicom urodziłem się w tym właśnie dniu i miejscu.


Moje imię - Jigme Pema Wangchen - zostało mi dane przez świętego Mistrza Dudjom Yeshe Dorje z tradycyjnymi życzeniami i błogosławieństwami. Od tamtej pory mam całkowitą opiekę i błogosławieństwo od niego i Guru Padmasambhawy, na zawsze.


Kiedy miałem 4 lata zabrano mnie jako reinkarnację XI. Gyalwang Drukpy do Darjeeling, tam gdzie jest mój główny klasztor. Mówiono, że potrafiłem rozpoznać służących XI. Drukpy, kiedy przyszli mnie odwiedzić. Nie pamiętam już teraz tego. Ale pamiętam, że na dwa dni przed wizytą Thuksay Rinpocze, powiedziałem do moich rodziców, że "wkrótce przyjdzie człowiek z białą brodą, aby mnie zabrać."


Kiedy Thuksay Rinpocze zabierał mnie jako kolejną reinkarnację, naprawdę nie wiem dlaczego, ale pamiętam, że byłem bardzo szczęśliwy. Ponieważ Thuksay Rinpocze był jedynym synem X. Gyalwang Drukpy, niektórzy mówią, żartując, że dlatego byłem tak szczęśliwy, bo byłem biologicznym ojcem Thuksay Rinpoczego i mogłem wrócić do swojego syna. Jakakolwiek nie byłaby tego przyczyna, kiedy byłem z Thuksay Rinpocze, który był moim pierwszym głębokim Mistrzem duchowym, czułem się z nim jak w domu. Ale to nie jest tak naprawdę ważne, z jakiego powodu się tak czułem. To jest przeszłość, a to nad czym mam się skupić to przyszłość i teraźniejszość - to czy jestem w stanie praktykować tak, jak mój Mistrz by sobie tego życzył. Niemniej jednak do dziś wierzę, że byłoby łatwiej dla moich rodziców, a szczególnie dla mnie jako małego chłopca, dorastać w zwyczajny sposób.


Od szóstego do trzynastego roku życia pobierałem nauki tradycyjnych rytuałów i zapamiętywania tomów buddyjskich nauk duchowych. Skończył się najtrudniejszy okres w moim życiu. Tradycyjna edukacja dziecka naprawdę nie jest rzeczą łatwą. To jest na pewno ciasna "sieć", przez którą trzeba się przecisnąć, ale jestem zadowolony, że to zrobiłem. Spostrzegłem, że odniosło to ogromny i długotrwały skutek, dając mi poczucie bezpieczeństwa, tak że z zadowoleniem mogę doceniać resztę mojego życia. Zupełnie inaczej niż wiele dzisiejszych dzieci wychowywanych jak królewny czy też królewicze, którzy resztę swojego życia spędzają jak żebracy, żebrząc o komfort i szczęście, cierpiąc potwornie z poczucia niezadowolenia każdego dnia i nocy.


To, co zapamiętałem i czego nauczyłem się w tamtym czasie, nie znaczy dla mnie wiele, ale doświadczenie tego trudu jest dla mnie teraz wielką pomocą. Czuję, że takie traktowanie było potrzebne i nie dziwię się, że moi rodzice nie zwracali uwagi na moje prośby, aby nauczyciele traktowali mnie łagodniej. Zawsze czułem, że nie miałem nikogo kogo mógłbym prosić o pomoc, nawet rodziców. Ostatnio zdałem sobie sprawę, że dało mi to ogromną wiarę w rozwój własnej siły.


Chciałem uczyć się jeszcze więcej komentarzy do filozofii zarówno buddyjskiej, jak i innych tradycji. Dzięki naszej karmie, mieliśmy wspaniałego opata, zwanego Noryang, z klasztoru Zigar ze wschodniego Tybetu. Posiadał nieskończoną wiedzę o wszystkim, co jest możliwe do zrozumienia w tym wszechświecie. Był wielką encyklopedią całego Wszechświata. Jeśli wiedziałeś, jak zadać pytanie, on zawsze miał właściwą odpowiedź - nie tylko w sprawach religijnych i duchowych. Posiadał wszechstronną wiedzę na temat polityki, ekonomii, nauki i sportu. Inaczej niż większość z nas zupełnie nie miał w sobie dumy. Był wspaniałym przykładem dla ludzi. Jego wyjątkowy sposób bycia i pokora połączona z wiedzą były naprawdę wspaniałe.


Za pośrednictwem moich rodziców poprosiłem go, ażeby został moim nauczycielem, ale on nie pragnął takiego tytułu ani też żadnego rodzaju stanowiska. Mimo to zaakceptował moją prośbę, aby mnie uczyć, kiedy to będzie stosowne i kiedy będę tego chciał. Miałem więc wyjątkową możliwość studiowania z nim przez prawie osiem lat, zarówno całej zewnętrznej i wewnętrznej, jak również tajemnej wiedzy o filozofii wszechświata.


Chociaż szkoda, że przez moją ignorancję i dzikość, a także przez zwykłe lenistwo młodzieńczego wieku, nie wykorzystałem tej okazji tak dobrze, jak mogłem. Ale na pewno czuję się szczęśliwcem, bo dane mi było być w jego obecności, zanim odszedł w wieku siedemdziesięciu trzech lat. Po jego parinirwanie pojąłem, że miałem wiele więcej do nauki i zrozumiałem, że proces nauczania nie powinien ustawać, aż do wielkiego oświecenia.


Zanim nadeszło moich dziewięć złotych lat, kilkakrotnie pokornie zwracałem się do Jego Świątobliwości Dalajlamy w sprawie mojej dalszej edukacji. Po długiej dyskusji na temat tego, kto powinien kontynuować ten wielki przekaz całej uniwersalnej prawdy - z pokorą, bez zanieczyszczeń ego, a szczególnie bez sekciarskich uprzedzeń, które dzielą różne szkoły - Jego Świątobliwość łaskawie wskazał pewnego wielkiego Mistrza z tradycji Ningma - Ontrula Rinpoczego. Powiedział też, że takich jak on Mistrzów nie ma w żadnej z linii ani szkół całej tybetańskiej tradycji buddyjskiej, że to on posiada całkowitą wiedzę filozofii wszechświata. Wiadomo było, że trudno się do niego dostać. Dotychczas żadnej szkole, ani też osobie nie udało się go pozyskać jako nauczyciela. Jego Świątobliwość powiedział, że musiałbym mieć wiele szczęścia, ażeby zaakceptował moją prośbę. Zdecydowaliśmy się zwrócić do tego Mistrza, a Jego Świątobliwość poparł pomysł, aby został on moim nauczycielem. Okazało się iż Mistrz początkowo chodził do tej samej szkoły i klasztoru co mój ojciec. Z notatką od ojca wysłałem list z moją prośbą - z wielką nadzieją i strachem. Po mniej więcej miesiącu niecierpliwego oczekiwania, nadszedł długi list z bardzo dobrymi nowinami. Pisał w nim, że oczekuje na ucznia przepowiedzianego w 1930 roku przez jego Guru. Guru ten powiedział mu, że pod koniec swojego życia będzie miał okazję przynieść pożytek inkarnowanej istocie i kiedy ten czas nadejdzie, nie powinien pozwolić umknąć tej możliwości. Mój cenny nauczyciel pomyślał, że nadszedł ten czas, w którym będzie mi pomagał, ażeby zadośćuczynić przepowiedni swojego Guru. Czytanie tego listu było najbardziej radosną chwilą w moim życiu.


Odtąd był już moim ukochanym i szanowanym Mistrzem, choć nie spotkałem go jeszcze osobiście. Po mniej więcej roku zacząłem otrzymywać od niego nauki i porady na rozmaite tematy. Trwało to ponad dziewięć lat. Był dla mnie autentycznym okiem, nie tylko w sprawach religijnych i duchowych, ale też w codziennym życiu.


Chociaż miałem silne pragnienie, aby spędzić z nim resztę mojego życia, ucząc się bezgranicznych spraw "wazy", którą nazywamy wszechświatem i służyć mu, jest powiedziane, że "Gdzie jest bóg, tam demon będzie bardzo aktywny". Tak więc musiałem zrezygnować z przyjemności przebywania z nim i zamiast tego wędrować przez świat, czyniąc moją powinność. Stale myślałem o tym, aby zaprzestać tych aktywności i po wypełnieniu pewnych aspektów mojej służby dla linii i ludzi mojej tradycji - już być z mym drogocennym Mistrzem bez przerwy do końca jego albo mojego życia. Jak wszyscy wiemy, takie szczęśliwe okazje powinny być chwytane gdy tylko się nadarzą. Nie powinno się pozwolić im odejść nawet za cenę własnego życia.


W istocie już nigdy nie wróciło do mnie szczęście przebywania z nim, jego naukami i nieustające błogosławieństwo jego obecności. Pewien jestem, że nie był całkowicie usatysfakcjonowany moim wysiłkiem i czasem, jaki poświęciłem jego naukom.


Zawsze będzie mi smutno z tego powodu. Jedynym sposobem, w jaki można to odbudować, jest osiągnięcie pełnego oświecenia w tym życiu - poprzez kontemplację jego słów i przykładu, którym mnie tak szczodrze obdarował. Bardzo ciężko pracuję, aby naśladować to, co pokazał mi jako drogę życia. Nigdy nie zapomnę jego nieskończonej dobroci i wyjątkowej wiedzy, którymi zostałem obdarowany podczas tych pięknych dni, kiedy byliśmy razem, spędzając twórczy czas w każdym dniu i w każdej godzinie. Ten Mistrz był nie tylko wielkim nauczycielem. Kiedy dawał mi słowne nauki, każdy ruch jego ciała, wszystkie rozmowy, wliczając w to żarty i różne światowe opowieści - cokolwiek wyszło z jego ust - miało ogromny wpływ na mój umysł, ażeby polepszyć siebie i być współczującym. Na dodatek, ilość radości, której można doświadczyć na sam jego widok, jest niewymierną wazą, głębokim, prawdziwym działaniem jego urzeczywistnionej dobroci i nieskończonej miłości.


W czasie, gdy byłem jego uczniem, nigdy nie śniłem o nim i myślałem, że może to oznacza, że jest on nieoddzielny od mojego serca i praktyki. Ale któregoś wczesnego poranka, choć go nie było, ujrzałem go idącego do mnie w ogrodzie, który odwiedziliśmy razem, gawędząc o Dharmie. Spieszył się i powiedział, że jest spóźniony, aby wypełnić swoje następne obowiązki i że przyszedł tylko po to, aby pożegnać się ze mną. To był naprawdę ekscytujący i krótki sen, ale po mniej więcej tygodniu otrzymałem wiadomość o jego parinirwanie. Zrozumiałem wtedy, że był to pierwszy i ostatni sen, w którym się pojawił i oznacza pożegnanie. Pozostawił mnie samego na tej samotnej, okropnej planecie, zanim jeszcze nauczyłem się dobrze chodzić. Wiem, że w końcu wszyscy musimy wziąć nasze życie we własne ręce, ale ten czas dany mi przez moją karmę, czas, który mogłem z nim spędzić, był za krótki. Naprawdę żałuję, że nie byłem wystarczająco mądry, żeby zostawić wszystko i wykorzystać tę jedyną możliwość, jaka była mi dana w moich tysiącach żyć w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, aby mu służyć. Rozumiem też, że jeżeli Mistrzowie nie znajdują duchowego oddźwięku u swoich studentów przez dłuższy czas, przestają mieć pragnienie, aby żyć na tym świecie i przenoszą swoje działania w inny świat, aby pomagać tamtejszym istotom.


Wciąż mam nadzieję i wierzę, iż rozumiał, że to moja karma nie pozwoliła mi dokończyć zobowiązań, które z nim miałem, a nie że nie byłem zainteresowany duchową drogą. Co więcej, mimo iż miałem wielu Mistrzów z różnych szkół buddyzmu tybetańskiego, którzy byli życzliwi i drogocenni, Ontrul Rinpocze był tym, który zrobił ze mnie prawdziwego człowieka. Był on dla mnie najważniejszym Mistrzem, ponieważ to dzięki jego naukom i wsparciu potrafiłem docenić podstawową naturę wszystkich Mistrzów. Od kiedy otworzył moje duchowe oczy, nie miałem żadnych negatywnych myśli w stosunku do nauczycieli. Od kiedy dał mi sprawną "latarkę", z którą mogę pracować, nigdy więcej nie miałem żadnych wątpliwości w mojej praktyce. Poprzez jego spontaniczny przykład zacząłem rozumieć, kim jestem - na obu poziomach - duchowym i światowym.


Prostota jego codziennego życia uświadomiła mi, jak wiele znaczą dla mnie Mistrzowie; wszystkie urzeczywistnienia, jakie są możliwe w moich praktykach, oparte są na jego życzliwości. Teraz, kiedy już nie ma go w jego fizycznej postaci, to wszystko zależy jedynie od mojej własnej pracowitości i wewnętrznej dyscypliny.


To już wszystko na temat mojej biografii. Zanotowałem to tak, jak mi przychodziło do głowy. Może jest to popsuta wersja życiorysu, który wcześniej mogliście zobaczyć na stronie internetowej. Ale nie jestem zainteresowany szczegółowymi wyjaśnieniami mojego codziennego emocjonalnego życia, czy też mojej tak zwanej dharmicznej aktywności, ponieważ to jest bardzo względne i nawet myślenie o tym, nie jest przynajmniej dla mnie interesujące. Dobrego dnia i dobrej nocy wszystkim.


(*) - w orginale fragment ten brzmi: "It is indeed a difficult pipe to squeeze oneself through"




LIVE TO LOVE

Mistrzowie Buddyzmu Tybetańskiego i ich uczniowie bardzo często są postrzegani jako zamknięte społeczności, niezbyt angażujące się w wydarzenia społeczne. "Live to Love" (Żyć aby Kochać) jest ideą, o której myślałem przez wiele lat. Czuję, że teraz zarówno mistrzowie, jak i uczniowie naszej 800-letniej Linii Drukpa muszą być gotowi rozwijać i stosować idee "Live to Love" w stosunku do każdego w swoich społecznościach, niezależnie od wiary, narodowości, przynależności do danej kultury i innych warunków. Nie żyjemy w tym świecie niezależnie od innych, a praktyka Bodhiczitty w swojej istocie wymaga od nas współdziałania z innymi ludźmi i innymi istotami w tym wszechświecie.


Kontynuując zaangażowanie w formalną duchową praktykę, taką jak grupowe czy indywidualne odosobnienia, recytację mantr, modlitwy i inne formalne praktyki, po to aby wzmocnić umysł i rozwinąć w nas Bodhiczittę, powinniśmy również być gotowi zwrócić się w kierunku świata, w którym żyjemy, z miłością, którą rozwinęliśmy poprzez te praktyki, czasami samodzielnie, a czasami przy wsparciu ze strony naszych guru i przyjaciół. Gdy nasze społeczności nawiedzają klęski żywiołowe, gdzie wtedy jesteśmy? Gdy w środowisku, w którym żyjemy, napotyka się coraz więcej wszelkiego rodzaju zagrożeń, co robimy, aby pomóc?


Żyjemy, aby kochać, a nie by nienawidzić. Już czas, aby objąć energią miłości każdego w tym świecie, każdą czującą istotę, jaką możemy sobie wyobrazić. Niektórzy ludzie uważają formalne i poważne praktyki za bardzo łatwe do wykonywania, lecz kiedy przychodzi do współdziałania z innymi, są zagubieni i stają się sfrustrowani. Mam nadzieję, że "Live to Love" pomoże każdemu, a przynajmniej tym, którzy są związani ze mną i moją linią, pomoże otworzyć się i dzielić się miłością i szczęściem ze wszystkimi, z którymi mamy kontakt.


W rzeczy samej "Live to Love" nie jest nową ideą. Wielu mistrzów Mahayany już ją stosuje w swoich społecznościach i krajach. Katolicy i społeczności chrześcijańskie prowadzą największą działalność w tym zakresie.


Jak już kilka razy mówiłem, współczucie jest praktyką, którą trzeba rozwijać i kultywować, miłość jest praktyką, w której trzeba zastosować współczucie w działaniu. Jeśli nie ma się podstaw czy zrozumienia współczucia i mądrości, jeśli nie rozwija się w sobie tych wewnętrznych właściwości, będzie się uderzało głową w mur przy wykonywaniu działań "Live to Love". Dlaczego więc tak jest? Kiedy czujecie się bardzo zmęczeni, bardzo rozczarowani, bardzo sfrustrowani "Live to Love" jest tak, ponieważ nie ma w tym zasadniczej części, która tworzy filar wspierający działania "Live to Love". Co jest tym filarem? To wewnętrzna siła, którą trzeba rozwijać i kultywować poprzez formalną praktykę.


Wykonując aktywności "Live to Love" będziecie ciągle napotykali opór, jeśli nie macie wewnętrznej siły, aby poradzić sobie z cierpieniem, które widzicie i zauważacie podczas wykonywania działań "Live to Love". Koniec końców możecie pomyśleć, że jesteście beznadziejni w usuwaniu cierpień samsary, lub popaść w drugą skrajność i myśleć o sobie jako o wielkim bohaterze, myśleć, że robi się tak wielką pracę ochraniając życie, rozdając rzeczy biednym itp. To nie jest tak. Aktywności "Live to Love" powinny zarówno wzmacniać rozumienie "Czterech Szlachetnych Prawd" i innych nauk Buddy o mądrości i współczuciu, jak i dawać wam wielkie wsparcie w waszej formalnej praktyce. Równocześnie formalna praktyka, którą konsekwentnie powinniście wykonywać, aby rozwinąć wewnętrzną mądrość i współczucie, powinna pomagać wam w radzeniu sobie z wieloma kwestiami, które pojawią się wraz z działaniami "Live to Love".


Zawsze mówię, że bycie szczodrym wprost z serca powoduje, że zyskuje się więcej, niż kiedykolwiek można by pomyśleć. To dodaje znaczenia i wartości życiu. To dlatego w tych zdegenerowanych czasach potrzebujemy być żywi z miłością cały czas przypominając sobie o własnej wartości i o tym, jak mieć to dobre serce. Szczęście nie przychodzi samo z siebie. Im większe jest twoje serce, tym jesteś szczęśliwszy. Ale oczywiście zawsze powinna w tym być bystrość. Nic innego nie przysparza tyle cierpienia, co ślepa miłość. "Live to Love" to coś, co powinno się robić, mając przytomne spojrzenie. Mam nadzieję że rozumiecie, o czym tutaj mówię.


J.Ś.Gyalwang Drukpa



Pielgrzymki

Trzeba mieć naprawdę pełen mocy umysł, aby kontynuować pielgrzymkę bez dobrego jedzenia, bez dobrego schronienia i bez pomocników obsługujących podstawowe potrzeby. Wszystko trzeba robić samemu. Jestem bardzo szczęśliwy, że wszystkie moje dzieci, które poszły na tę pieszą pielgrzymkę - Rinpocze i Tulku - razem z moimi mniszkami, mnichami i garstką moich studentów oraz przyjaciół z zagranicy, doceniło to doświadczenie pieszej wędrówki i fizycznych trudności. Tego rodzaju doświadczenie może dać Ci zrozumienie, że Oświecenie w ciągu jednego życia nie jest niemożliwe. My wszyscy możemy to zrobić.


Światowe szczęście i wygoda mogą być największą przeszkodą na duchowej ścieżce, ponieważ jeśli nie jesteś uważny i dbały, mogą spowodować, że będziesz leniwy i zadowolony z siebie. Piesza pielgrzymka, taka jak ta, pomaga wyjść poza ten światowy poziom.

J.Ś. GYALWANG DRUKPA

J.Ś. Drukpa od kilku lat, corocznie odbywa wraz z innymi nauczycielami szkoły, mniszkami i mnichami oraz zachodnimi uczniami piesze pielgrzymki do rożnych świętych miejsc w Indiach.


Trasa takiej pielgrzymki to około 500-600 km.




"Linia Drukpa - obchody 800 - lecia dziedzictwa"

W tych dniach wszystko wydaje się przypominać mi o historii mojej linii. Dokładnie 800 lat temu ktoś o imieniu Tsangpa Gjare, uznany za tego od którego rozpoczyna się linia moich inkarnacji, w czasie gdy poszukiwał świętego miejsca gdzie mógłby wznieść klasztor,[...] założył klasztor Namdruk (Nam znaczy niebo, a druk oznacza smok) i zgodnie z tym pomyślnym wydarzeniem nazwał swoją linię - Dongyu Palden Drukpa (Linia Wspaniałych Nauk Smoków) lub prościej, linia Drukpa. Pomimo że Tsangpa Gjare żył tylko 51 lat, dokonał wiele w Namdruk i miał wielu uczniów. Pod jego kierunkiem wiele osób stało się oświeconymi i osiągnęło Stan Buddy.


Wiele uroczystości jest organizowane na świecie z różnych powodów, więc dlaczego nie świętować z dobrym sercem i wielką miłością dla pożytku wszystkich istot, mając tak wspaniały powód jak 800- lecie naszego Dziedzictwa. Szczęście, radość, miłość, wszystkie te przyjemne chwile powinno się dzielić z innymi, jako zachętę i inspirację. Z tego powodu zaakceptowałem prośbę ludzi z Ladakhu, aby świętować 800- lecie Dziedzictwa w Ladakhu, a później być może w wielu innych miejscach, innych miastach, w innych częściach świata. Ludzie powinni zbierać się wspólnie, aby świętować coś tak wspaniałego. Mamy girlandę wielkich mistrzów, bohaterów naszej linii Drukpa, którzy wciąż żyją i próbują pomóc. Jest to bardzo miłe, że wszyscy możemy spotykać się wspólnie, aby dawać sobie nawzajem moralne wsparcie i zachętę.


Nasza linia miała wielkich następców tych prawdziwie praktykujących w rejonie Himalajów i nasi przodkowie podobnie jak Milarepa praktykowali drogę jogi. Z głębi serca mam nadzieję, że każdy z nas może dołożyć swoją część i przypomnieć ludziom w dzisiejszych pogmatwanych czasach o pięknie życia i cenności ludzkiego odrodzenia.

J.Ś. GYALWANG DRUKPA



Szkoła DONGYU PALDEN DRUKPA

Szkoła DONGYU PALDEN DRUKPA jest jedną ze szkół buddyzmu tybetańskiego. Wywodzi się od wielkich ojców linii Kagyu, takich jak Naropa, Marpa, Milarepa. Jako linia Drukpa została założona w XII wieku przez Tsangpa Gjare, pierwszego Gyalwanga Drukpę. Obecnie żyjący dwunasty Gyalwang Drukpa kontynuuje pracę w nieprzerwanej linii przekazu. Linia Palden Drukpa jest szkołą o 800-letniej tradycji. Główny nacisk kładzie się w niej nie tylko na studiowanie nauk buddyjskich, ale na ich praktyczne zastosowanie, a przede wszystkim pogłębianie doświadczenia medytacyjnego. Od stuleci linia Drukpy znana jest z wielu urzeczywistnionych joginów i nazywana linią joginów. Linia Drukpa ma swoje klasztory głównie w rejonie Himalajów: w Tybecie, Lhadaku, Nepalu i Indiach oraz ośrodki medytacyjne rozsiane po całym świecie, zarówno w Ameryce, jak i w Azji czy Europie. Główny klasztor linii obecnie znajduje się w Darjeeling w Indiach. W różnych krajach Europy ośrodki Drukpy istnieją od ponad dwudziestu lat. Ośrodek w Plouray /Francja/ będący pod opieką Drupona Ngawanga opiekuje się i koordynuje pracę wszystkich ośrodków europejskich, w tym polskiego. Polska sangha powstała trzy lata temu, w czasie pierwszej wizyty J.Ś. Drukpy. W czasie drugiej wizyty J.Ś. Drukpa zaakceptował naszą prośbę o formalne powołanie ośrodka Drukpy i nadał nam imię Druk Jesze Dordże. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że dotychczas udało nam się zaprosić Jego Świątobliwość do Wrocławia trzykrotnie. W czasie kolejnych wizyt otrzymaliśmy od Niego drogocenne nauki, jak i wysłuchaliśmy wykładów otwartych dla wszystkich zainteresowanych. Jako uczniowie J.Ś. Drukpy staramy się podążać za jego naukami. Za radą naszego drogocennego Nauczyciela głównie koncentrujemy się na praktyce medytacyjnej oraz na jej praktycznym zastosowaniu w życiu codziennym poprzez działania "Live to Love".




1
autorzy